|
Blog > Komentarze do wpisu
sposób na depresję
na depresję najlepszy jest kolejny wyjazd K. w najmniej odpowiednim momencie, apteczna biurokracja, leniwa pani Wandzia ze spółdzielni, choroba kota, skwar i duchota na dworzu a ulewa i burza, kiedy trzeba wyjść do weta... do tego taksówkarz, który jedzie jak wariat w rytm coraz głośniejszej muzyki: umc, umc, umc, pozostawiając za sobą metrowe fontanny wody i prawie wylatując z drogi na zakrętach. polecam ten przepis. zawsze wychodzi. bez zakalca ;-)
na wyjście z depresji najlepszy jest odzyskany Rodzony, który został wcześniej utracony (warunek konieczny ;-) plus 3 opakowania lodów + mini szampan (warunek już nie tak konieczny, ale jakże miły). polecam ten przepis. zawsze wychodzi. bez zakalca i bez kaca ;-)
no więc Rodzony pojawił się z takowym ekwipunkiem ku mojemu wielkiemu zdziwieniu na 10 minut przed moim wyjściem do weta kompletnie przemoczony. tak się niestety kończy jazda skuterem w trakcie poniedziałkowej burzy. mokre było wszystko - łącznie z wewnętrzną stroną kasku!!! oberwania chmury niestety nie można przewidzieć, ale największy pech to znaleźć kurtkę przeciwdeszczową w bagażniku skutera kiedy jest się już kompletnie mokrym ;-) anyway Rodzony przyjechał z okazji swoich imienin i również nienajlepszego samopoczucia. wyszedł z założenia, że skoro oboje czujemy się ch... to lepiej połączyć siły i poczuć się ch... wspólnie... z lodami i szampanem ;-) zdecydowanie lepiej! posiedzenie skończyliśmy dobrze po północy, obżarci słodkim do nieprzytomności ;-) Rodzony zakochał się w Gajutku (czyli dopiero od drugiego wejrzenia), który po kolejnej dawce antybiotyku wyraźnie odżył. towarzyski kotek większość czasu spędził rozwalony na stole obwąchując przy okazji wszystko czym się raczyliśmy. było rozkosznie. jedyny minus to, że ubrania niestety nie wyschły. ale Rodzony i tak postanowił wrócić w nich do domu. a jak się uprze to nie ma z nim gadania. to taka cecha rodzinna ;-)
ile dobrego może zdziałać pin-up girl wysłana z życzeniami imieninowymi ;-) bo to był punkt zapalny... zapaliła się Rodzonemu lampka, że ma imieniny ;-p apotem było już tylko słodko - na przemian waniliowo, czekoladowo i owocowo...
a wraz z odejściem depresji nadeszły same dobre zdarzenia. list od Kazia, który to cierpiał na dobrze znany i zdiagnozowany zespół ch... nastroju. mailowa psychoterapia Kazia zwieńczona sukcesem. kwiatowa i kolorystyczna eksplozja. poczucie lekkości bytu. szczęśliwsza apteka. miły taksówkarz podczas kolejnej wyprawy do weta i pogadanka o sierściuchach, jako że sam właścicielem jednego był. urocza Pani z bloku zachwycająca się urodą Gajki - była właścicielka 20-letniego persa. sami uśmiechnięci ludzie. i taka mnie refleksja naszła - cats are ewerywhere.
cats. uniting people. środa, 01 lipca 2009, aka_gatita
|