to za czym tęsknię jest jakąś cząstką mnie... wspomnienia pakuję w pudełko i przewiązuję niebieską wstążką... kiedy tylko mam na to ochotę otwieram je i przenoszę się w czasie...
Blog > Komentarze do wpisu
smak wspomnień
a tak chciałam napisać o Stambule. ten wyjazd mocno we mnie utkwił... a nie mam czasu, żeby go z siebie wyrzucić i rozkoszować się każdą chwilą od początku. i cały czas chodzą mi po głowie wakacje tam właśnie... tak wiem, że nie plaża i morze, nie góry i jeziora, tylko miasto. ale miasto miast za to... a plaża może się trafi na wyspach okolicznych... zresztą - who cares?
 
w tym miejscu jest coś magicznego. nie jest trendy, plastikowe, wygładzone... jest realne aż do bólu. czasem obskurne, biedne, tandetne, obsypane śmieciami (szczególnie wieczorami, kiedy kóńczy sie handel w przejściach podziemnych, a setki plastikowych reklamówek zostają na posterunku), a czasem zapierające dech w piersiach, spokojne, radosne i gwarne... Stambuł kipi prawdziwą codziennością. bo pomomo tłumów turystów są tam jescze większe tłumy mieszkańców, którzy prowadzą normalne życie. i ta mieszanka jest chyba najbardziej intrygująca. te kontrasty - chodzące małpki, uderzające złotymi talerzami, tańczące hawajskie lale, światełka, wyjące syreny sprzedawane w przejściu podziemnym i majestetyczny Yeni Cami wyłaniający się po wyjściu z niego.
 
Bosfor jest jak chłodny powiew bezustannie zasilający miasto w świeże powietrze. wieczorem można stanąć nad brzegiem i patrząc w morze zachwycać się dokładnie tą chwilą, która właśnie trwa. zamyślić się, rozmarzyć i dojść do wniosku, że życie jest piękne. że wszystko jest nieważne. i że żyje się właśnie dla takich momentów.
 
oprócz własnych obrazków kłębiących mi się w głowie mam jeszcze dwa ulubione żródełka oddające klimat Stambułu. film Fatiha Akina "życie jest muzyką" ("crossing the bridge - the sound of Istambul"). zapierający dech w piersiach, plastyczny i tak realny, że po 5 minutach oglądania znalazłam się w innej czasoprzestrzeni. ale temu już kiedyś poświecona została cała notka. nie mogło po prostu być inaczej.
 
druga fantastyczna rzecz znajduje się tutaj.
znalazł to K. i jak mi pokazał to miałam mokre oczy. to chyba najlepszy dowód na to, że w jakiś sposób tam wrosłam. puściłam, na razie jeszcze słabe, korzonki. i strasznie tęsknię. co będzie jak korzonki zaczną się rozrastać?
 
K. sam miał pomysł, żeby coś takiego zrobić, ale nie bardzo jest to wykonalne. ten majstersztyk koleś robił przez 4 lata. to kawał historii. historii codzienności. bez wielkich rewolucji, bez podniosłych słów, bez rozbuchanych wydarzeń. kawał codzienności. prawdziwej. dzień po dniu. i dla mnie taki właśnie jest Stambuł. skromny. jakby na złość temu, że stoją tam cuda architektoniczne i będąc tam pierwszy raz, odwracając głowę dookoła, nie ma się pojęcia, który to Błękitny Meczet - bo wszystkie meczety są wielkie, pięne, majestatyczne. takie skondensowanie piękna, które z braku miejsca na rozprzestrzenienie się w innych kierunkach, wrasta w duszę człowieka. głęboko. i na zawsze.
 
taki jest mój Stambuł. widziany może i przez różowe okulary, ale moimi oczami.
poniedziałek, 06 lipca 2009, aka_gatita