to za czym tęsknię jest jakąś cząstką mnie... wspomnienia pakuję w pudełko i przewiązuję niebieską wstążką... kiedy tylko mam na to ochotę otwieram je i przenoszę się w czasie...
Blog > Komentarze do wpisu
słodkie powroty
po powrocie do domu wita mnie kotek wyglądający zza winkla... kiedyś Gaj leżał rozkosznie rozciągnięty wzdłuż łóżka i widząc mnie w drzwiach przewalał się z boku na bok podstawiając naprężone ciałko do głaskania. ale nauczyła się że dźwięk domofonu oznacza rychły obiad ;-) i żeby nie tracić czasu siedzi przyczajona przy szafie, skąd ma bliżej na upatrzoną pozycję. kotek zaziewany jeszcze, widać że dopiero obudzony, ale żwawo biegnie do wycieraczki, coby sobie podrapać. wycieraczkę upodobała sobie szalenie, pomimo dorodnego pieńka z sizalem, wynika z tego że nasz kt bardziej horyzontalny niż wertykalny jest. to by nawet potwierdzało regułę, bo ostatnim krzykiem mody drapielniczej jest stojąca w kącie (w związku z wojażami K.) bogu ducha winna walizka. no, a drapanko nie dość że w poziomie to jeszcze na wysokości jest o całe niebo lepsze niż na poziomie 0 ;-) 
 
po dokładnym rozciągnięciu wszystkich gnatków i połechtaniu drapaka zaczyna się rytualny koncert. poczatkowo cichutki i trochę niepewny, z czasem przeradza sie w coraz wyższe i dłuższe dźwięki, żeby zakónczyć się powtarzalnym, donośnym miauuuuuuuukiem, oznaczającym chyba mniej więcej "umieram z głodu, chcesz zabić koteczka? daj mi jeść!!"
 
no i po takim preludium to człowiek sam już nie wie co tu zrobić, żeby przyspieszyć. nie chcę przecież zabić koteczka ;-) uwija się jak w ukropie, drżącymi rękami wlewa wrzatek coby ogrzać miseczkę i wyjęte wprost z lodówki pyszności (jakoś nie chca wyjść z niej same na 10 minut przed moim powrotem - powinni wymyślić taki system, wzorowany na inteligentnym ogrzewaniu domów). chucha, dmucha, miesza, przestępuje z nogi na nogę. dzielnie znosi pazury wbijające się w tętnice nóg, pazury brykające po stopach. biedny głodny koteczek. a sucha karma stoi. wzgardzona.
 
a po postawieniu gotowej ciepłej miseczki pełnej mięnego paszteciku rozlega się już tylko rozkoszny mruk.
 
traktorek.
 
kotek przeżył kolejny raz. udało się ;-)
piątek, 19 czerwca 2009, aka_gatita