to za czym tęsknię jest jakąś cząstką mnie... wspomnienia pakuję w pudełko i przewiązuję niebieską wstążką... kiedy tylko mam na to ochotę otwieram je i przenoszę się w czasie...
Blog > Komentarze do wpisu
my pride and joy
Gajka rośnie w oczach. już dawno stwierdziliśmy z K., że widać to z dnia na dzień. pomimo, że z reguły takie róznice wychodzą zazwyczaj po jakimś czasie nieobecności... nie w jej przypadku :-) najbardziej zmieniła się sierść, która z puszystej, kurczaczej zmieniła się na dorosłą, bardziej dostojną...
 
pamiętam też, że kiedy pierwszy raz ważyliśmy małą u Weta wyszło 1500g, a 5 dni później było już 1600g. niesamowite... to był pierwszy szok. teraz przyrost wagi da się odczuć gołą ręką :-) Gajka już nie przypomina oczywiście gruszki - straciła tą przypadłość wraz z opuszczeniem hodowli - ale jest tak fajnie umięśniona i mięciutka, ach... widać, że się kotek dobrze rozwija i nic mu nie brakuje :-)
 
w góle kiedy patrzę wstecz na zdjęcia Gaj-kociaka to aż nie wierzę, że ona taka malutka była. jak maskotka pluszowa. mały misio. teraz jak wydoroślała, zrobiła się taka smukła i skoczna. i taka mądra. jak coś obserwuje to jest w tym niestrudzona. mogłabym na nią patrzeć godzinami.
 
to taki kochany kotek. nie drapie, nie gryzie... no czasami leciutko w zabawie, ale delikatnie oduczamy ją tego. nie wskakuje na stół jak jemy... za często ;-) zdarzy się raz czy dwa, ale kotek zdjęty na podłogę czasem nawet na niej zostaje.
 
poza tym kotek sam dobrze wie jak coś przeskrobie. najpierw robią mu się oczka wielkie do nieprzytomności (jak w shreku zupełnie ;-) a później zwiewa gdzie pieprz rośnie. no i nawet nie ma potrzeby krzyczeć na kotka, bo on przeież to wszystko wie :-) so why bother?
 
a jak Gajka ma fazę milusiństwa to rozkoszna jest do bólu. łasi się, przewala, podkłada łepek do głaskania, mruczy i ciastuje. jak Lori the sloth :-)
 
no i jak tu kotka nie kochać? mamy przecież najwspanialszego kotka na świecie!
czwartek, 25 czerwca 2009, aka_gatita