to za czym tęsknię jest jakąś cząstką mnie... wspomnienia pakuję w pudełko i przewiązuję niebieską wstążką... kiedy tylko mam na to ochotę otwieram je i przenoszę się w czasie...
Blog > Komentarze do wpisu
biskie spotkania trzeciego stopnia
wczoraj Gajka napotkała na korytarzu obcego kocura, co przyprawiło mnie prawie o zawał na miejscu. nie mam pojęcia skad on się tam wziął. sąsiedzi nie maja zwierzaków, a ci co mieli (ale zdecydowanie mniejszych gabarytów) już chyba dłużej nie mieszkają. u nas to się zmienia jak w kalejdoskopie. 10 mieszkań na klatce, więc trudno to ogarnąć.
 
kot trzy razy większy od naszej kruszynki... najeżenie, które Gajka zapamietale ćwiczyła przed lustrem ku naszej uciesze było tym razem jak najbardziej na miejscu. wszystko potoczyło się tak szybko, że nawet dobrze tego nie pamiętam. piski jakie wydobywały z siebie oba koty były nieznośne. nigdy bym Gajki nie podejrzewała o takie rozpaczliwe wycie. taki power w takim małym ciałku. biedactwo. ten kot był w ogóle jakiś nieprzestraszalny - nawet mnie się nie bał, to co dopiero małej... no ale szczęśliwie udało się Gai znaleść w mieszkaniu, a kota z niego przepędzić, bo oczywiście wleciał za bez krępacji...
 
i tak na prawdę emocje opadły dopiero w autobusie do pracy. w korku. i nadeszły rozmyślania:
  • a gdyby on ją drapać i gryść zaczął? (może jakąś wściekliznę miał?)
  • a gdyby ona sie odwróciła i zamiast próbować wrócić do mieszkania, pobiegłaby w drugą stronę (i tyle bym ją widziała, bo kot w popłochu jest nie do złapania)?
  • a gdyby on się nie dał wypędzić z mieszkania i by się kotłowało na tych 26 metrach?
  • a gdyby to był pies a nie kot?
od tego gdyby rozbolała mnie głowa...
 
bałam się o nasza dzidzię strasznie, a ona nie dała mi do siebie podejść - jak przyjęła pozycję bojową, to odskakiwała kiedy się do niej zbliżałam. może gdybym tego kota zobaczyła od razu, to bym ją zgarnęła do domu i po kłopocie, ale ja go zobaczyłam dopiero kiedy przebiegł mi pod nogami. i za chiny nie mogę zrozumieć skąd on się tam wziął. jak wychodziłam z domu to już go nie było... traumatyczne ptrzeżycie. dobrze, że skończyło się tak, a nie inaczej. ale Gajka ostrożniejsza - może ją to powstrzyma od wybiegania na klatkę... 
czwartek, 25 czerwca 2009, aka_gatita